Przejdź do głównej treści

Joomla czy WordPress: co lepsze dla strony firmy

WordPress działa na 40,7 % wszystkich stron na świecie, Joomla na 1,1 %. Różnica czterdziestokrotna. A mimo to strona, którą właśnie czytasz, stoi na Joomli i uważam tę decyzję za słuszną. Sprzeczności w tym nie ma.

Robimy klientom strony na różnych platformach — na WordPressie, na Joomli i na innych — więc nie mam czego bronić. Poniżej uczciwe porównanie: gdzie WordPress wygrywa tak, że nie ma o czym dyskutować, gdzie Joomla jest naprawdę mocniejsza i dlaczego wybór systemu wpływa na efekt znacznie mniej, niż się powszechnie sądzi.


Dwa okna stron i rozwidlenie ze strzałkami: wybór między dwoma systemami zarządzania treścią

Liczby, od których wypada zacząć

Według danych W3Techs z 8 września 2026 roku WordPress stoi na 40,7 % wszystkich stron, Joomla na 1,1 %. Jeśli liczyć wyłącznie strony, w których system zarządzania treścią daje się w ogóle rozpoznać, przewaga jest jeszcze wyraźniejsza: 58,9 % wobec 1,7 %.

To nie jest kwestia opinii i udawanie, że tych liczb nie ma, byłoby nieuczciwe. Masowość ma bardzo praktyczne konsekwencje i wszystkie są po stronie WordPressa: łatwiej znaleźć wykonawcę, godzina pracy kosztuje mniej, gotowych rozwiązań jest więcej, a niemal każdy problem ktoś już opisał i rozwiązał.

Czego te liczby nie oznaczają, to że Joomla „umarła”. Szósta wersja ukazała się w październiku 2025 roku, wsparcie dla piątej kończy się 13 października 2026, szóstka będzie otrzymywać aktualizacje do 2028 roku, a poprawki bezpieczeństwa do 2029. To normalny cykl życia produktu, a nie wstrzymany rozwój.

Gdzie WordPress wygrywa i nie ma o czym dyskutować

  • Wykonawcy. Specjalistów jest wielu, są dostępni i łatwo ich zastąpić. Jeśli obecny programista zniknie, zastępstwo dla WordPressa znajdziesz w tydzień i niedrogo. To chyba najważniejszy argument i nie jest on techniczny.
  • Gotowe rozwiązania. Dziesiątki tysięcy wtyczek i szablonów. Niemal każde typowe zadanie — rezerwacje, katalog, subskrypcje, integracja z newsletterem — da się zamknąć gotowym modułem zamiast programowania.
  • Sklep internetowy. Wokół WooCommerce wyrósł cały ekosystem, także polski: integracje z bramkami płatności, kurierami, systemami fakturowania. Złożenie sklepu z gotowych części jest tu tańsze.
  • Wdrożenie pracownika. Panel jest prostszy, a jeśli czegoś nie wiadomo — filmy instruktażowe są w każdym języku. Osoba, która nigdy nie prowadziła strony, wdroży się szybciej.
  • Blog i treści. WordPress wyrósł z bloga i praca z publikacjami jest w nim wygodniejsza od razu po instalacji.

Jeśli zadanie brzmi „wizytówka albo blog, prowadzę sam, budżet ograniczony” — bierz WordPressa i nie czytaj dalej. To uczciwa odpowiedź i nie przemawia ona za platformą, na której stoi nasza strona.

Gdzie Joomla jest obiektywnie mocniejsza

Nie chodzi o „lepsza w ogóle”, tylko o konkretne rzeczy, które w Joomli są w rdzeniu, a w WordPressie dokłada się je wtyczkami.

  • Wiele języków. To rzecz najważniejsza. Wielojęzyczność jest w Joomli wbudowana: wersje językowe stron, powiązania między tłumaczeniami, przełącznik, osobne menu dla każdego języka. W WordPressie robi się to płatnym WPML albo darmowym Polylangiem z ograniczeniami. Nasza strona żyje w czterech językach, a każdy artykuł jest powiązany ze swoimi tłumaczeniami — wtyczka nie była do tego potrzebna.
  • Uprawnienia. Grupy użytkowników i poziomy dostępu są częścią rdzenia. Kiedy nad stroną pracuje kilka osób i każda potrzebuje innych uprawnień (ta redaguje tylko swój dział, tamta widzi materiały zamknięte), w Joomli ustawia się to standardowo.
  • Struktura serwisu. Menu i treść to osobne byty. Na dużych stronach ze złożoną nawigacją wyraźnie ułatwia to życie: stronę można przenieść do innego działu bez psucia adresów.
  • Sterowanie z zewnątrz. W rdzeniu jest interfejs pozwalający zarządzać stroną programowo — tworzyć materiały, zmieniać ustawienia, wgrywać pliki. WordPress też taki ma, różnica polega na zasięgu: w Joomli dostępnych jest przez niego zauważalnie więcej ustawień samego systemu. Dla nas okazało się to rozstrzygające, ale o tym niżej.
  • Mniej wtyczek do podstawowych rzeczy. Wielojęzyczność, uprawnienia, pamięć podręczna, pola dodatkowe — wszystko w rdzeniu. Każda zbędna wtyczka to kolejny autor, któremu powierzasz swoją stronę.

Mit o bezpieczeństwie, który szkodzi obu stronom

Argument „Joomla jest bezpieczniejsza, bo rzadziej ją atakują” brzmi przekonująco i nie wytrzymuje weryfikacji. Włamują się nie do systemu zarządzania treścią — włamują się do porzuconej strony.

Niedawno rozbierałem na części zainfekowaną stronę klienta: 777 złośliwych plików, infekcja żyła od grudnia 2022 roku, a wyszukiwarki podawały odwiedzającym japoński spam zamiast podstron. Strona stała na Joomli. Przyczyna była dokładnie ta sama, co w setkach historii o WordPressie: rdzeń latami nieaktualizowany, rozszerzenia z lat 2018–2019. Szczegółowy rozbiór — w artykule „Japanese keyword hack: jak wyczyściłem zainfekowaną stronę”.

Wniosek praktyczny jest prosty. O bezpieczeństwie strony decyduje to, czy jest aktualizowana, kto i skąd instalował rozszerzenia, czy istnieją działające kopie zapasowe i czy ktoś je sprawdził. Logo systemu zarządzania treścią nie występuje na tej liście.

Co ważniejsze od wyboru systemu

To ta część, którą zwykle się pomija, a to ona decyduje, czy strona będzie działać za trzy lata.

  • Kto będzie aktualizował. Każdy system wymaga regularnych aktualizacji — rdzenia, rozszerzeń, wersji PHP. Jeśli odpowiedź brzmi „nikt”, za dwa lata będziesz mieć problem, niezależnie od dzisiejszego wyboru.
  • Kto będzie uzupełniał treści. Najczęstszy scenariusz porażki to ładna strona, której po uruchomieniu nikt nie dotyka. To nie kwestia systemu, tylko tego, czy w firmie jest osoba mająca to w obowiązkach.
  • Hosting. Wolny hosting za 5 € rocznie zepsuje każdą platformę, a porządny udźwignie obie.
  • Możliwość odejścia. Zapytaj z góry, w jakiej postaci dostaniesz swoje dane, jeśli zmienisz wykonawcę. Odpowiedź „w postaci strony” jest złą odpowiedzią.
  • Koszt utrzymania przez trzy lata, a nie cena wdrożenia. Wchodzą tu aktualizacje, płatne licencje rozszerzeń, hosting i poprawki. Tani start bywa droższy na dystansie — zwłaszcza gdy sklep złożono z piętnastu płatnych wtyczek, każda z własną roczną subskrypcją.

Na czym stoi ta strona i dlaczego

Nasza własna strona to Joomla w szóstej wersji. Cztery języki, około stu podstron, dane strukturalne dla wyszukiwarek na każdej z nich. Powody są dwa: wielojęzyczność, dla której nie trzeba było kupować wtyczki, oraz to, że zarządzamy tą stroną głównie nie ręcznie przez panel, lecz programowo — przez wbudowany interfejs. Dla naszej wewnętrznej kuchni to wygodne, ale to nasze narzędzie, a nie rekomendacja dla klientów.

Klientom robimy strony na tej platformie, która pasuje do zadania. Sklepowi z polskimi integracjami zwykle pasuje jedno, stronie firmowej w czterech językach drugie, landing page'owi trzecie. Źle nie jest „wybrać WordPressa” ani „wybrać Joomlę”. Źle jest wybrać system, zanim sformułowano zadanie: wtedy to biznes dopasowuje się do narzędzia, a nie odwrotnie.

Ściąga: jeśli — to

  • Wizytówka albo blog, prowadzę sam — WordPress.
  • Trzy języki lub więcej — Joomla, chyba że masz już działającego WordPressa ze skonfigurowanym tłumaczeniem.
  • Sklep z polskimi płatnościami, kurierami i fakturami — WooCommerce albo wyspecjalizowana platforma sprzedażowa.
  • Kilku redaktorów z różnymi uprawnieniami, działy zamknięte — Joomla.
  • Strona już jest i działa — nie zmieniać systemu, tylko zaktualizować, przyspieszyć i uzupełnić treścią. Migracja dla samej migracji kosztuje i prawie zawsze zabiera część pozycji w wyszukiwarce.

Krótko

WordPress to wybór domyślny i w większości przypadków słuszny: ludzi więcej, rozwiązań więcej, taniej. Joomla wygrywa na stronach wielojęzycznych, przy złożonych uprawnieniach i tam, gdzie stroną zarządza się programowo. Bezpieczeństwo i szybkość zależą nie od systemu, lecz od tego, czy stronę się aktualizuje i na jakim stoi hostingu.

Jeśli masz wątpliwości — zacznij nie od systemu, tylko od zadania: co strona ma robić, kto się nią zajmie po uruchomieniu i ile to kosztuje przez trzy lata. Jak rozkładamy to z klientami, opisaliśmy na stronie Etapy tworzenia strony, a widełki cenowe — na stronie Ile kosztuje strona internetowa. Chcesz omówić konkretny projekt — napisz do nas.

Victor Parhimchik, założyciel studia internetowego IT Deweloper